Blog parentingowy

Słowa matki zawsze święte

07:02:00,5 Komentarze


Dziecku należy wpoić posłuszeństwo... szacunek do rodzica Tylko gdzie jest granica między budowaniem autorytetu rodzica a ślepym wpojeniem dziecku, że rodzic ma zawsze rację?

Okazuje się, że można tak zaprogramować dziecko do tego stopnia, że nawet w wieku 30, 40 lat będzie przekonany, że rodziców zdanie jest najważniejsze. 

Dlaczego o tym piszę? 

Ostatnio dowiedziałam się o moim znajomych. Jest to historia autentyczna. Daniel miał 32 lata i nie myślał o stabilizacji. Miał dobrą pracę i raczej wydawało się, że nie jest zainteresowany stałym związkiem. Pewnego dnia spotkał Anetę, która była starsza od niego, zaczęli się spotykać. Było widać jak Daniel zmienia się pozytywnie, otwiera się coraz bardziej na innych ludzi i poza pracą zaczyna dostrzegać coś więcej. Po roku znajomości zdecydowali się pobrać. Z racji tego, że dziewczyna była najmłodsza z rodzeństwa mieszkała z rodzicami, Daniel przeprowadził się do niej. Wydawać się mogło idealna historia miłosna. 

A jednak...

Aneta zaszła w ciąże, Daniel nadal wyjeżdżał służbowo bo taką miał pracę co nie bardzo podobało się rodzicom Anety. Teściowie zaczęli mu stawiać coraz to wyższe wymagania, rozpoczęła się seria wiecznych pretensji i kłótni o nic. 

Co na to Aneta? 

Zgadzała się ślepo ze swoimi rodzicami, ich zdanie było najważniejsze i to oni zawsze mieli rację. A Daniel zawsze i to zawsze się mylił, to on zawsze był wszystkiemu winien i to on zawsze robił wszystko nie tak.  Aneta wyrzuciła męża z domu, chciał wrócić do żony, córeczki ale ona postawiła jeden warunek – jeżeli rodzice się na to zgodzą. Próbował namówić ją aby zamieszkali oddzielnie, ale bezskutecznie. Aneta woli zniszczyć swoją rodzinę, dziecko niż być nieposłuszna rodzicom. 

Ktoś powie, że to nieprzerwana pępowina między rodzicami a dziećmi. A ja myślę, że tutaj chodzi o coś zupełnie innego o czym pisałam na samym początku - o wychowanie. 

Tak o wychowanie. 

Ta kobieta mająca ponad 36 lat, ma wpojone bezgraniczne posłuszeństwo rodzicom. Skoro rodzice nie zaakceptowali je męża, przestał spełniać ich oczekiwania, ona też tak postąpiła, mimo wcześniejszych deklaracji co do miłości. Słowa matki są święte. Nie ważne czy ich działanie jest niszczące dla je małżeństwa, że wyrzucając męża pozbawia dziecko ojca. To się wszystko nie liczy. Ważne co myślą jej rodzice. 

Kiedyś rozmywałam o wychowaniu z pewną 60 - letnią kobietą, opowiadała mi jak została wychowana. Słowa rodziców były święte, dziecko musiała bezgranicznie słuchać rodziców, zwłaszcza ojca, nie tolerowane było żadne inne zdanie oprócz ich zdania. Czasami bała się odezwać bo by ją wyrzucili na ulicę za najmniejszy sprzeciw.



Chcę aby moje dzieci liczyły się z moim zdaniem. Ale wiem, że matka to też człowiek, który popełnia błędy i się myli. A wpajając dziecku bezwzględne posłuszeństwo naprawdę można zniszczyć mu życie.



Wcale nie chcę oceniać Anety i jej rodziców, szukając usprawiedliwienia dla Daniela, bo nigdy nie ma winnej tylko jednej osoby. Ale chcę wam pokazać pewien mechanizm ślepego posłuszeństwa rodzicom. I teraz na pewno się zastanowię gdy będę próbować narzekać, że moje dziecko jest mi nieposłuszne.

Musiałam poruszyć ten temat, bo chcę aby mój blog był miejscem również refleksji na temat wychowania. Mam nadzieję, że da wam to trochę do myślenia, bo takich historii jest bardzo wiele. 


Przeczytaj także o:

5 komentarzy:

  1. przystanek_ Mama12 listopada 2015 23:24

    Nie chce się wierzyć, że aż do tego stopnia była posłuszna rodzicom. Jak można poświęcić rodzinę, męża, dziecko... Z drugiej strony co to za rodzice, którzy zamiast wspierać, niszczą małżeństwa ?

    OdpowiedzUsuń
  2. Niestety to prawda, znam też drugi taki przypadek, małżeństwo mieszkało oddzielnie, dziewczyna jednak zawsze była krytykowana przez swoich teściów a mąż za każdym razem ich przyklaskiwał, całe szczęście mąż aż po 11 latach małżeństwa zrozumiał, że rodzice nie mają racji a jego żona jest naprawdę wartościową i dobrą osobą. Potem w konfrontacji z rodzicami ze swoimi rodzicami stawał po stronie żony. Ale to trwało aż 11 lat zanim zmienił sposób myślenia, nie wiem jak ona to wytrzymała.

    OdpowiedzUsuń
  3. Temat rzeka... Ale to niestety prawda. Nie liczymy nawet tych małżeństw, które rozpadły się z powodu niezadowolenia rodziców wyborem córki/syna i niedostatecznego uporu (tak uporu!) w byciu razem. Bo miłość miłością, ale trzeba wiele samozaparcia, by być w związku, dobrym związku, którego nie akceptują rodzice - ktoś kto przecież kocha najbardziej i chce naszego dobra, prawda?

    OdpowiedzUsuń
  4. Tak było że mną i z moim narzeczonym. U mnie to trwało 10 lat... Ale po narodzinach naszego szklana zrozumiał że ja i synek i nasze potrzeby powinny być dla niego priorytetem a nie zdanie rodziców. W końcu przestał zadawalać ich.
    Takie schematy można zauważyć gdy dziecko ma niską samoocenę a rodzice mają " mocne" charaktery

    OdpowiedzUsuń
  5. Paula, dziękuję Ci za komentarz. Coś w tym jest rodzic za wszelką cenę chcę dominować, rządzić, nawet w dorosłym życiu dziecka, kiedy to tak naprawdę ono powinno decydować i ponosić konsekwencje swoich działań. A samoocena z pewnością ma z tym związek.

    OdpowiedzUsuń