dzieci się kłócą

Jak reagować na kłótnie dzieci?

07:27:00,6 Komentarze


Kłótnie między dziećmi to jedna z największych bolączek rodziców i to bez względu na ilość posiadanego potomstwa. Prędzej czy później jak nie w przedszkolu, szkole, to w domu spotkamy się z tym problemem, jak więc należy reagować. Czy starać się rozsądzać konflikty, a może wręcz przeciwnie dążyć do tego, aby dzieci same doszły do kompromisu?

Reakcja czy obojętność?

Nie będę twierdzić, że moje dzieci się nie kłócą. Kłócą się i tego nie da się uniknąć. Staram się jednak szukać jakiegoś rozwiązania, sposobu reakcji, która pozwoli nam wszystkim na złagodzenie sytuacji i wyjście z opresji. W bardzo wielu poradnikach, które czytałam, poleca się, żeby pozwolić dzieciom na samodzielne rozwiązanie ich problemu, to przecież ich kłótnia, niech oni dojdą do porozumienia. Rodzic ma stać z boku i obserwować całą to sytuację. Bardzo podoba mi się ten model wychowania i rozwiązywania konfliktów.

Jak to wygląda w praktyce?
Etap 1 dzieci się kłócą 
Rodzic pyta co dzieje. Dzieci mówią o co się kłócą.

Etap 2 rodzic prosi o rozwiązanie konfliktu
Rodzic nie staje się sędzią i nie zajmuje żadnej strony. Prosi o to, aby to dzieci rozwiązały problem. Pyta ich o propozycję rozwiązania ich konfliktu. 

Etap 3 dzieci rozwiązują problem
Dzieci same próbują dojść do porozumienia. Rodzic obserwuję całą sytuację.

Oczywiście mam jedno do tego sposobu, ale bo o ile w przypadku dzieci starszych,  powiedzmy trzy lata wzwyż, to działa, to przy dzieciach rocznych czy dwuletnich takie rozwiązanie jest dla mnie nie do zaakceptowania. Dziecko musi przecież umieć określić i zakomunikować swoje problemy werbalnie. Zaproponować rozwiązanie drugiej stronie. A jak roczniak czy dwulatek, powie siostrze czy bratu, że będą wspólnie się bawić. Będzie tylko jeden płacz i łzy. Z własnego doświadczenia wiem, że się nie da. Trzeba reagować.

Z czasem, gdy dziecko nauczy się wypowiadać swoje potrzeby, będzie starało się znajdować rozwiązanie. Wiedzę to po moim synu, on zaczyna proponować siostrze jakieś rozwiązanie. Oczywiście zawsze to jest na jego korzyść, ale jeśli to działa to ok, przecież to ich kłótnia. Np. proponuje zabawę podobną zabawką tłumacząc, że to jest to samo. Jeśli to ją przekona, to jest świetnie.

Zapobieganie kłótniom

W bardzo wielu poradnikach pisze się o zapobieganiu kłótniom. Czasami, aż chce się stwierdzić, że przecież nie jestem jasnowidzem więc jak mam to zrobić. Jednak coś w tym jest. U małych dzieci napady rozdrażnienia mają ścisły związek, z określonym samopoczuciem. Zresztą dotyczy to również dorosłym. Nie bez przyczyny w naszym języku funkcjonuje powiedzenie: Jak Polak głody to zły. Widzę to po moich dzieciach, że najwięcej konfliktów rodzi się, gdy zwyczajnie zaczyna się im chcieć jeść lub po prostu są zmęczone. Takie zachowanie powinno być więc sygnałem, że pora na zaspokojenie podstawowych potrzeb.

Jak więc reagować na kłótnie między dziećmi. Ja jestem zdania, że w przypadku małych dzieci, które jeszcze nie potrafią wyrażać słownie swoich potrzeb, należy interweniować, potem z czasem pozwolić im na samodzielnie rozwiązywanie problemów, obserwując całą sytuację. Obecnie jestem właśnie na etapie przejścia z interwencji na pozwolenie na samodzielne dojście dzieciom do porozumienia. Moja córka znacznie więcej mówi, więc zaczyna sama już proponować rozwiązanie kłótni. Nawet jeśli ma to być tylko zwyczajne powiedzenie: ten klocek, to to samo. 

Jestem pewna, że jeśli taki maluszek nauczy się odpowiednich reakcji już w okresie dziecięcym, w okresie dorosłości będzie potrafić odbyć konstruktywną wymianę zdań i skupi się na szukaniu rozwiązania, a nie podsycaniu konfliktu.


Przeczytaj także o:

6 komentarzy:

  1. ten etap dopiero przede mną,
    wpis bardzo przydatny

    OdpowiedzUsuń
  2. A widzisz, bardzo rzadko chyba rodzicie już ciut starszych dzieci wchodzą w etap nr 2, czyli prosić o rozwiązanie konfliktu. Bardzo często wychodzimy pewnie z założenia, że dzieci są za małe, żeby same potrafiły rozwiązywać własne problemy. Zgadzam się, tylko czy aby na pewno zbyt długo nie traktujemy ich właśnie jako "za małe"? Sześć, siedem, osiem, dziewięć to wciąż za mało? Sama często popełniam ten błąd próbując narzucić własne rozwiązanie. Moja ma osiem lat, a ja często o tym zapominam, że już nie cztery:) Bardzo przydatny wpis.

    OdpowiedzUsuń
  3. Irmina Garaj8 maja 2017 13:14

    Obecnie córka ma 8 lat a syn 5 i u nas to już nie są kłótnie, a wojny! Staram się nie wtrącać do momentu w którym zaczynają wyciągać ciężkie działa

    OdpowiedzUsuń
  4. Teoria teorią, a życie to już inna bajka :) Ja mam starszych chłopaków i powiem, że nie łatwo zapanować nad kłótnią. Wychodzę z założenia, że dzieci powinny same rozwiązać swoje konflikty, a rodzic powinien czuwać czy przypadkiem nie leje się krew :) Żartowałam z tą krwią :) Ale uważam, że dzieci powinny umieć zachować się w sytuacji konfliktowej i znaleźć kompromis. A rodzice powinny tego uczyć dzieci. Bo kiedy jak nie teraz mają się tego nauczyć?

    OdpowiedzUsuń
  5. Temat złości i temat kłótni to temat rzeka. Dzięki za wpis :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Bardzo ciekawy wpis, między moimi chłopcami jest 6lat różnicy, młodszy jeszcze maluszek więc wszystko przede mną 😉

    OdpowiedzUsuń