Bałagan w moim domu


Nie chcę udawać, że jestem idealną matką, żoną czy panią domu. Bo nie jestem. Lubię porządek, to jak wszystko jest na swoim miejscu. Sprzątanie potrafi mnie odstresować, a jednocześnie wiem, że w moim domu i tak częstym gościem będzie bałagan. To normalna postać rzeczy zwłaszcza przy dwójce małych dzieci. 

Sprzątanie przy dzieciach jak walka z wiatrakami

Każda kobieta, która ma dzieci czy to te małe czy to już większe doskonale wie, że choćby się nie wiem jak starała i tak nigdy w domu nie będzie idealnie czysto. Jeśli ktoś chce mieć idealny porządek przy dzieciach, musiałby chyba zatrudnić służącą, która by chodziła za maluchem i po nim sprzątała. Zawsze będzie coś... A to naczynia w zlewie, a to okruszki na podłodze, paluszki na meblach i szybach, a to pranie, które trzeba wyprasować i poskładać. Lista czynności domowym jest dość długa. Czasami mam ochotę po prostu usiąść i nic nie robić, jak dzieci śpią przy popołudniowej drzemce. A jednak nie mogę. Źle się czuję w nieładzie, choć pedantką nie jestem. Muszę poskładać ubrania, powkładać naczynia do zmywarki, umyć podłogę i ugotować obiad, żeby zwyczajnie mieć co jeść.

 

Poskromić bałagan w domu

Cały czas pracuję nad sobą, aby wyrobić sobie nawyk sprzątania wieczorem. Wstaję rano (u nas 5.20 – syn działa jak budzik) i zaczynam dzień z uporządkowanym domem. W praktyce jest jednak to bardzo trudne. Wieczorem jestem na tyle zmęczona, że sprzątam pobieżnie, a następny dzień wita mnie z listą czynności do wykonania. Zazwyczaj coś uda mi się zrobić gdy moje dzieci z samego rana mają na tyle dobry humor, że choć przez 20 minut są zaabsorbowane samodzielną zabawą. Potem oczywiście, gdy jest nudno wkraczam ja - mama animator dziecięcej zabawy. Tak naprawdę na spokojnie mogę zająć się sprzątaniem podczas dziecięcej drzemki, kosztem czasu dla siebie. Czasami mam wrażenie, że ta moja walka z bałaganem nigdy nie ma końca, a bałagan i tak się po domu panoszy.

Nie raz jestem po prostu zmęczona tym ciągłym sprzątaniem. Nie da się ciągle biegać ze ścierką i mopem w ręce. Od tego można naprawdę zwariować. A jednak... ostatnio coś się u mnie zmieniło. W naszym domu zagościły kosmetyki do wnętrz, taka mała odskocznia od bardzo popularnej chemii i nawet trochę czekałam na to, aż posprzątam i wypróbuje nowe produkty.












Moją największą porażką są ciemne meble, w kuchni i pokoju. Nigdy chyba sobie tego nie wybaczę. Wszystko na nich widać, każdy brud, odcisk, maźnięcie. Potem zmądrzałam i w pokoju syna i salonie mam jasne meble, które też zamierzam kupić również do pokoju córki. Używam więc mleczka przy każdym najmniejszym sprzątaniu. Mleczko stało się moim ulubieńcem, pogromcą odcisków i plam na meblach. Z początku nie była przekonana do konsystencji mleczka, czy aby na pewno da radę. Dało w 200% i do tego ten niesamowity zapach świeżości, który unosi się w całym pomieszczeniu. Przecieram więc meble mleczkiem i w kilka sekund znika wszelki kurz.

Pokój zabaw – sposób na bałagan
Moje dzieci mają pokój zabaw, w pokoju, który w przyszłości będzie pokojem Weroniki. Teraz jest na tyle malutka, ze śpi z nami w sypialni, mogę więc pozwolić sobie na stworzenie małego kącika zabaw. Dzięki temu zabawki nie panoszą się wszędzie po mieszkaniu, choć i tak nie można tego całkowicie wyeliminować. Na półce umieszczam tylko kilka zabawek, reszta wędruje do skrzynek do szafy. Najbardziej znienawidzoną przeze mnie zabawką do sprzątania są oczywiście klocki.

Wszelkie elementy szklane przecieram płynem do szyb. To nic, że za chwilę i tak te okno będzie wyglądało tak samo, ale choć upewniam się, że ten brud da się usunąć. I oczywiście jak starcza mi czasu w ciągu tygodnia przy najmniej dwa razy odświeżam łazienkę, poza generalnym sprzątaniem.

Nie próbuję się łudzić, że wyeliminuje bałagan z mojego domu. To niemożliwe. Ale staram się sprzątać na tyle na ile pozwala mi czas a jednocześnie pomiatając, ze poza ścierką i motem też jest życie. Od czasu do czasu staram się walczyć z rutyną zmieniając środki czystości, tak aby podczas sprzątania odkrywać coś nowego i nie nudzić się.